Narty

No, może warto jeszcze wspomnieć, że zamiast numeru, zostajemy tu obdarowani tylko nickiem, co ma i swoje plusy i minusy. Niewątpliwym minusem jest fakt, że jak łatwo się domyślić jeden nick może mieć tylko jedna osoba w Polsce, co z reguły dramatycznie skraca listę do wyboru i absolutną niemożliwością staje się użycie swojego imienia. Tutaj to by się można dopiero rozwodzić, ale niestety wszechstronność tego urządzenia jest dla mnie niezbadana...



Właśnie w ten sposób stajemy się swoistego rodzaju psychoanalitykami nieznajomych. Oni nam wstukują wszystkie dręczące ich bolączki, a my realizujemy się na niwie altruizmu, raz po raz odpukując naszymi mądrościami życiowymi [do nas z tym zgłaszać się nie radzę, skrzywieni trochę jesteśmy...]. I tak oto rodzi się znajomość, miłość może [gritingz to: kruszyn & edyTa]. Najczęściej jednak okazuje się, że macho [o ile w ogóle na spotkanie się pofatyguje] wcale nie jest machem, a 40-letnią bankierką.

Polaka - dodajmy - który włada biegle językiem obcym angielskim, ponieważ bez tej umiejętności zbyt wiele w icq nie zdziałamy [chyba, że istnieją jakieś cudowne plug-iny, ale niestety o tym mi nie wiadomo, co nie znaczy że to nieprawda]. Przede wszystkim mamy tu dużo większą różnorodność styli pisania. Możemy zmieniać właściwie wszystko, począwszy od koloru tła, na kolorze czcionki skończywszy [przeszedłszy nawet przez narty stylu czcionki!]. Autorka lektury racjonalnie krzyczy nierdzewne kaloryfery.